poniedziałek, 23 stycznia 2017

Laila Shukri "Jestem Żoną Szejka"

Dubaj. Bogactwo, piękne pałace, szybkie samochody i wszechobecny przepych. To tylko przykrywka prawdziwego świata, którą odsłania Laila Shukri w swoich powieściach.

"Jestem Żoną Szejka" to czwarta i najnowsza książka napisana przez Izabelę- tak bowiem przedstawia się nam autorka. Jest nią Polka, która naraża się na ogromne niebezpieczeństwo, pisząc prawdę o życiu w Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Trafiła tam dzięki zagranicznemu kontraktowi, na który wyjeżdża z okazji otworzenia nowej filii firmy farmaceutycznej, w której pracuje. W swoich poprzednich powieściach wcielała się w poznane nad Zatoką Perską osoby, opisując ich przeżycia w pierwszej osobie. "Jestem Żoną Szejka" to pierwsza książka, w której Izabela opisała swoje doświadczenia i poglądy, oraz zderzenie z odmiennym światem, jakiego doświadczyła po zamieszkaniu w Emiratach na stałe.



Po przyjeździe, szybko zwróciła na siebie uwagę pewnego szejka. Wbrew woli rodziców oraz ostrzeżeniom szefa i koleżanek z pracy, Izabela zgadza się na ślub i zamieszkuje w ogromnym pałacu. Samir-mąż Izabeli- dba o nią i troszczy się o jej wygodę. Do dyspozycji ma liczną służbę, w tym Malati, czyli swoją osobistą służącą. Spełnia jej prośby za najmniejszym skinieniem. Mąż zabiera Izabelę w egzotyczne podróże, obdarowuje ją drogimi przedmiotami, biżuterią, kosmetykami. Mogłoby się wydawać, że żyje jak księżniczka, a jednak w tle opisuje dramatyczne historie, które dzieją się w tym kraju każdego dnia. 


Pomimo luksusowego życia autorki, musi się ona zmierzać z wieloma przeciwnościami losu. Jej chorobliwie zazdrosny mąż zakazuje jej rozmawiania z innymi mężczyznami, a wychodząc z pałacu, na co rzadko jej pozwala, musi zakrywać się od stóp do głów tradycyjnym ubiorem, noszonym przez kobiety w krajach arabskich. Jednak bardziej wstrząsające dla mnie są wątki z szejkiem Hamidem- bratem szejka Samira, który bez najmniejszego szacunku do kobiety grozi jej śmiercią, gdy ta zachodzi w pierwszą ciążę. Mąż Izabeli, aby ją chronić, wywozi ją na pustynię i oddaje pod opiekę plemieniu Beduinów. Tam spędza kilka dni, podczas gdy Samir wylatuje w ważną podróż służbową. Natomiast szybko wraca, gdy słyszy, że żona go potrzebuje. Mimo że Izabela była ze swoją służącą, czuła się bardzo samotna, dlatego cieszy się na widok swojego męża. Niespodziewanie okazuje się, że muszą uciekać. W długiej podróży przez gorącą pustynię do najbliższej oazy staje się straszna tragedia, którą autorka ciężko przeżywa. Przyznam szczerze, że sama czytałam te parę stron ze łzami w oczach. 


Oprócz swoich osobistych przeżyć Izabela opisuje szokujące fakty na temat kultury arabskiej i zbrodni, jakie się tam dokonują. Omawia między innymi temat małżeństw małych dziewczynek z sędziwymi mężczyznami. U nich normą jest, gdy ośmiolatka wychodzi za mąż za dziewięćdziesięciolatka. A raczej, zostaje zmuszana pod groźbą śmierci ze strony swoich rodzin. Także temat morderstw honorowych niemało mną wstrząsnął. Młoda dziewczyna, porwana i zgwałcona, została na koniec zabita przez bliskich, ponieważ w islamie, to kobieta jest winna tego typu zbrodniom. Handel ludźmi także został opisany w tej książce. Autorka nie zapomniała też o temacie tzw. państwa islamskiego oraz jego roli w świecie islamu. 


Ostatni rozdział książki jest idealnym podsumowaniem wszystkiego, co wcześniej przeczytałam.Są to najbardziej wzruszające zdania, relacje autorki z rodziną, mężem, wątpliwości co do tego, czy aby na pewno dobrze postąpiła, wychodząc za mąż za szejka. Po zamknięciu książki poczułam wewnętrzną pustkę. Powieść ta została napisana w taki sposób, że czułam, jakbym sama brała udział w opisywanych wydarzeniach, a przynajmniej obserwowała je z bliska. Bogate opisy i przemyślenia Izabeli pozwoliły poznać ją bliżej. Szanuję jej poświęcenie, bo bardzo bała się wydawać książki poruszające tematy, uznawane za tabu w krajach arabskich. Nie powinno się o tym mówić głośno. Nie było to łatwe, ponieważ ochrona nie ustępowała nawet na chwilę, Izabela była obserwowana z każdej strony. 


Na początku wydawało mi się, że jako zakochana żona szejka, będzie ukrywała prawdę o tym świecie, popierając czyny swojego męża wobec niej. Jednak autorka przedstawia swoje tamtejsze życie zarówno z dobrej, jak i złej strony. Szanuję ją za to i planuję zakup jej poprzednich książek. Swoją drogą, nie mogę nie wspomnieć o okładce, która jest po prostu śliczna, oraz języku, jakim posługuje się autorka. Każdym zdaniem zaciekawia coraz bardziej. Polecam wszystkim!


Facebook: Juliabloger
Instagram: juliaalicjaa
Vinted: juliaalicja
Snapchat: juliaalicjaa

sobota, 21 stycznia 2017

Wegański zestaw pędzli Zoeva Bamboo

Hej hej :)

Zapraszam Was na post do kawy, czyli moją opinię na temat pędzli marki Zoeva. Zestaw nazywa się BambooLuxury Set vol.2.

Zacznijmy może od tego, co znaczy, że pędzle są wegańskie. Nie, nie bez szynki i jajek, niektórzy mylą pojęcia i ograniczają weganizm do samego sposobu odżywiania się. A weganizm jest stylem życia, polegającym m.in. na nie kupowaniu produktów pochodzących od zwierząt, futer, skór ani kosmetyków testowanych na zwierzętach. Producenci pędzli z naturalnego włosia zapewniają, że ich włosie zostało w delikatny sposób wyczesane, prawda jest nieco bardziej drastyczna, dlatego zdecydowałam się na pędzle z włosiem sztucznym, w tym przypadku typu taklon. Jest to dosyć śliski materiał, często wykorzystywany przy produkcji pędzli. Patrząc z tej bardziej praktycznej strony, włosie syntetyczne chłonie mniej produktu, nie uczula i ma dużo innych zalet, których brakuje włosiu naturalnemu.

O marce Zoeva nie mogę powiedzieć zbyt wiele, ponieważ ten zestaw pędzli jest dla mnie jedyną podstawą do wyrażenia jakiejkolwiek opinii. Zoeva jest marką niemiecką, całkiem młodą, produkującą zarówno niesamowite zestawy pędzli, jak i kosmetyki. Co jest dla mnie ważnym aspektem, marka nie testuje na zwierzętach, także kupując pędzle nie miałam ich na sumieniu, bo nie wiem czy wszyscy wiedzą, testy są finansowane z pieniędzy klientów. Zdecydowanie jest to wyższa półka, inwestujemy w bardzo dobre produkty, wysokiej jakości. 

Zanim przejdziemy do samych pędzli, muszę wspomnieć o dodatkach dołączonych do zestawu. Pierwszym z nich jest duża kosmetyczka. Znajdują się one w każdym zestawie Zoeva, różnią się między sobą kolorystycznie i wielkością, w zależności od wielkości zestawu. Kosmetyczka w zestawie bambusowym na piękny, karmelowy odcień, w środku jest metaliczno-złota. Starannie wykonana i przepiękna. Oprócz tego, w zestawie znalazła się tuba do przechowywania pędzli podczas podróży, lub nawet na co dzień. Z tego co kojarzę, nie ma podobnej w innych zestawach, co czyni bambuski wyjątkowymi. :) Wygląda bardzo elegancko i również mi się bardzo podoba. Na początku myślałam, że będę ją wyciągać tylko na wyjazdy, jednak jest zbyt piękna, aby ją chować, więc trzymam w niej pędzle cały czas. :) Wykonana z tekturki i bardzo praktyczna.

Czas na najlepszą część. W zestawie znajduje się osiem pędzli, teoretycznie pięć z nich jest do twarzy, a trzy do oczu. Mówię teoretycznie, bo każdy może używać pędzli na swój sposób, byleby było wygodnie. Trzonek pędzli jest wykonany z bambusa, od czego z pewnością wzięła się nazwa kolekcji. Na nim nazwa i numer pędzla, znak kolekcji oraz nazwa marki. Skuwka jest złota, co odróżnia kolekcję od vol.1, która według mnie była nieco brzydsza. Te pędzle wyglądają wyjątkowo pięknie i luksusowo. Na skuwce wytłoczona nazwa kolekcji Bamboo. Są niezwykle piękne, nawet zdjęcia nie oddają ich uroku. Sama nie spodziewałam się tak starannego wykonania i cieszących oko kolorów, które po prostu trzeba zobaczyć na żywo.

O włosiu już co nieco powiedziałam, ale mogę dodać, że jest ultra miękkie i niesamowicie przyjemne. Spotkałam się z opiniami, że przez kolor włosia wygląda ono na wiecznie brudne, jednak obalam ten mit, pędzle wyglądają bardzo ładnie nawet z ciemnym włosiem. Wcale nie utrudnia to pracy nimi. Włosie w niektórych pędzlach jest mocniej zbite, w innych bardziej elastyczne. 


_______________

#103 Defined Buffer 
Jeśli istnieje coś takiego jak skośny flat top, to jest to właśnie ten pędzel. Odpowiednik znanych gąbeczek wśród pędzli. Podkład nałożony nim wygląda równie naturalnie.

#105 Highlight
...Czyli mniejszy odpowiednik #101. Wygląda dosłownie jak młodsza siostra. Stworzona do nakładania rozświetlacza i w tej funkcji spisuje się najlepiej. 

#109 Face Paint
Pędzel widocznie mniejszy od poprzednich, z krótszym trzonkiem i "spłaszczonym" włosiem. Idealny do konturowania.

#128 Cream Cheek
Najlepszy pędzel do różu. Można nim także nakładać puder, bronzer... Jeden z tych bardziej uniwersalnych puchaczy. U mnie znalazł rolę przy nakładaniu właśnie pudru.

#142 Concealer Buffer
Mały pędzelek służący według nazwy do nakładania korektora. Jakby się uprzeć, można nim rozblendować cienie na powiekach, jednak jest trochę większy od typowych pędzli tego typu.

#227 Soft Definer
#234 Classic Shader
Pędzle sprawdzające się przy nakładaniu cieni do powiek.

#317 Wing Liner
Najcieńszy i najbardziej precyzyjny, skośny pędzelek do brwi i eyelinera, jaki w życiu widziałam. Nawet zaczęłam malować nim kreski, co przy opadającej powiece jest nie lada wyzwaniem. 

_______________

Sporo nagadałam się o zaletach, to teraz czas przejść do wad. 

Kompozycja pędzli w zestawie. Zdecydowanie wymieniłabym jeden z dwóch podobnych do siebie pędzelków do cieni na porządny pędzel do pudru. Niestety, w całej kolekcji, nawet poza zestawem, ciężko znaleźć odpowiedni, puchaty pędzel. Jest jeden kabuki, ale ja nie przepadam za takimi modelami, więc korzystam z tego do różu, który nie jest idealny w tej roli. Czytałam, że zestawy są składane w taki sposób, aby właśnie jak najwięcej osób zdecydowało się na kupno osobnych pędzli poza zestawem. Im się to opłaca, nam niekoniecznie.

Cena. Niewątpliwie bardziej opłaca się kupić pełen zestaw z tubą i kosmetyczką za niecałe trzy stówy, niż kupować pojedynczo pędzle, które za sztukę zbliżają się do ceny 100zł. W zestawie wychodzi ok. 20zł za jeden pędzel, odliczając szacowaną cenę kosmetyczki i tuby. Także różnica spora. Jednak należy pamiętać, że płacimy za porządną jakość, świetne pędzle i po części także markę, która prężnie się rozwija.

Dostępność. W Polsce obecnie wyłącznie przez internet oraz stacjonarnie w drogeriach internetowych z opcją odbioru osobistego. Niedługo wejdą do Sephory, ale cena powala, także polecam kupować przez internet. Liczę na to, że Zoeva będzie lepiej u nas dostępna, ponieważ uważam,że jest to świetna marka, doceniam ją nie tylko za pędzle, ale i kosmetyki, których nie miałam okazji jeszcze testować.
_______________


Na marginesie wspomnę o ważnej kwestii, która dotyczy nie tylko tych pędzli, ale także innych produktów z wyższej półki. Szukając w internecie najtańszej oferty, natknęłam się na mnóstwo podróbek. Cena 100 złotych za zestaw warty 300zł nie jest normalna. Nie dajcie się nabrać. Allegro lub jego chiński odpowiednik to nie są dobrym pomysłem. Również kupowanie używanych pędzli od osoby, która zgubiła paragon lub dostała w prezencie więc nie ma gwarancji. 

Bez żadnych linków. Post nie jest sponsorowany, a moja opinia jest w 100% wiarygodna.

Love,
Julia :)